A co z tym moim powołaniem? Przed wyjazdem kilka osób mówiło mi, że to bez sensu, że mając wykształcenie medyczne jadę do Afryki "tylko" prowadzić rekolekcje. Dla mnie było oczywistością, że skoro mam lecieć na drugą półkulę to chcę zająć się tym, co jest dla mnie najważniejsze, czyli zdecydowanie Bogiem, nie położnictwem. Ale jak to się mówi: "Powiedz Bogu o swoich planach to się pośmieje". W Shalom zostałam położną środowiskową i szpitalem polowym 😅 Mamy tu mamę z dziesieciomiesięczną córeczką, która waży 5 kg i wygląda jak noworodek. Z tego powodu razem z wolontariuszami z Włoch przygotowujemy mleko zmodyfikowane i inne rzeczy do jedzenia dla małej Joy. I jest to niezwykłe, gdy późnym wieczorem siadam razem z piątką afrykańskich kobiet, mówiących tylko w swahili, i widzę, jak z dnia na dzień, tym co robię i jak się troszczę o dziecko, zyskuję ich zaufanie. Udało mi się też załapać na rozdawanie leków, robienie zastrzyków i opatrywanie ran. Natomiast gdy poszliśmy dziś na wieś ewangelizować, byłam przeznaczona do leczenia wszystkich chorych ;) A wdzięczność, z którą się spotkałam była przeogromna. Na zdjęciach poniżej znajduje się m.in. staruszka, której popsikałam ranę w nodze płynem dezynfekcyjnym, a ona z radości obiecała się za mnie modlić do końca życia 😍 Tak właśnie pojechałam do Afryki nie mieć nic wspólnego z medycyną 😉
A poniżej trochę zdjęć, bo w końcu udało nam się zgrać je z aparatu.
Zdjęcia pochodzą z Tigani, gdzie byliśmy na zakończeniu roku szkolnego i pomagaliśmy przy organizowaniu adopcji na odległość oraz z dzisiejszego wyjścia na wieś.
Pozdrawiamy 😘











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz